Świat na talerzu

poniedziałek, 24 marca 2014

TAJLANDIA: Tom kha gai (zupa z kurczakiem na mleczku kokosowym)

Długo milczałam, ale to dlatego, że i długie wakacje miałam. Ale już wróciłam. Z głową pełną inspiracji, smaków, zapachów i czymś ekstra. Podczas naszej podróży po Tajlandii jedno popołudnie poświęciłam na kurs gotowania. Cuda jakich się tam nauczyłam będę teraz sukcesywnie powtarzać w domu i przytaczać na blogu. A jeśli ktoś wybiera się do Tajlandii to z całego serca polecam szkółkę "Thai Charm Cooking School" w Ao Nang. Cudowne doświadczenie! Nawet Mauryc w pewnym momencie żałował, że nie zdecydował się wziąć aktywnego udziału, tylko obserwował i podżerał to co ugotowałam. 

Zupa kokosowa z kurczakiem podbiła moje serce, a i teściu był nią zachwycony, kiedy ugotowałam ją po powrocie. Lista składników jest może na pierwszy rzut oka dość egzotyczna, ale Yok, która prowadziła zajęcia dała nam kilka sugestii jak można pewne rzeczy zastąpić, jeśli w domu są niedostępne.

kuchnia tajska, zupa kokosowa z kurczakiem, tajska zupa

Składniki:
  • 200 ml mleczka kokosowego 
  • 100 g piersi z kurczaka
  • 1-2 łodygi trawy cytrynowej
  • 5-6 cienko pokrojonych plastrów galangal*
  • 3 listki limonki kaffir**
  • 4 papryczki bird chili
  • 3 boczniaki ostrygowate (oyster mushroom)***
  • mała cebula
  • 1 kostka rosołowa drobiowa
  • 2 łyżki sosu rybnego****
  • 1 łyżka cukru trzcinowego
  • limonka
  • kolendra/szczypiorek
  • 1 łyżeczka pasty krewetkowej (ewentualnie)
Uwagi: Jeśli zamiast mleczka kokosowego udało wam się kupić śmietankę kokosową można ją rozrobić z wodą w proporcjach 1:1. W przeciwnym razie zupa będzie za gęsta. 
*ewentualnie do zastąpienia imbirem
**można zastąpić listkami cytryny. Tą swoją drogą można bardzo łatwo w domu wyhodować z pestki ;)
***ponoć hodowany i dostępny w Polsce, ale spokojnie można zastąpić grzybami shiitake, portobello czy innymi o dużym kapeluszu
****sos rybny jest tu znacznie lepszy, ale w ostateczności do zastąpienia sosem sosjowym. To też alternatywa dla wegetarian. 

trawa cytrynowa, liść limonki, tajkie przyprawy

thai ginger

grzyb ostrygowaty

tajskie przyprawy, kuchnia tajska
Oczywiście źle pokroiłam limonkę z przyzwyczajenia... Powinno się ją kroić na trzy części w przeciwnym kierunku niż na zdjęciu. Wtedy znacznie łatwiej wyciska się z niej sok
Żeby wszystko poszło szybko, ładnie i sprawnie, najpierw przygotowujemy sobie składniki. Papryczki chili walimy mocno płaską stroną tasaka :) Raz a porządnie. Im bardziej zmiażdżone tym ostrzejsza będzie potrawa. Trawę cytrynową w ten sam sposób miażdżymy, po czym kroimy nie za drobno (tylko białą część). Galangal jak już wyżej wspomniałam kroimy w cienkie plastry. Mój nie prezentuje się najładniej, ani nie są one specjalnie cienkie, ale to dlatego, że udało mi się kupić tylko mrożony i nie kroiło się go dobrze po rozmrożeniu. Listki limonki składamy na pół wzdłuż twardego nerwy, zgniatamy i odrywamy nerw. Te składniki stanowią "talerzyk smaku". 
Kurczaka kroimy na wąskie paski, grzyba targamy na takiej wielkości kawałki jak chcemy, cebulę kroimy na ćwiartki. Oto nasz "wypełniacz zupy". Szczypiorek i kolendra są do końcowej dekoracji. Kroimy nie za drobno. 

thai spices
talerzyk smaku ;)
Mleczko kokosowe doprowadzamy w garnku do wrzenia. Dodajemy "talerzyk smaku" i zmiejszamy ogień. Gotujemy tak długo, aż będzie wyczuwalny zapach wrzuconych przypraw. Dodajemy kostkę rosołową i kurczaka. Kiedy kurczak zrobi się w pełni biały, dodajemy cebulę i grzyby. Lekko mieszamy. Doprawiamy sosem rybnym, cukrem i sokiem z limonki. Zupa powinna być słodko-słono-kwaśno-ostra. Jeśli któregoś ze smaków brakuje dodajemy więcej danego składnika (sos rybny i pasta krewetkowa odpowiadają za słony smak, tradycyjnie Tajowie nie używają do gotowania soli). Mieszamy delikatnie i serwujemy natychmiast, przystrojone kolendrą i szczypiorkiem.

Mleczko kokosowe i "talerzyk smaku"
Zupa z "wypełniaczem" ;)
Pyszności! Użyłam w domu pięciu papryczek i zupa była dość ostra. Myślę, że trzy papryczki to bezpieczny wybór, cztery dla porządnego smaku, pięć dla lubiących bardzo ostre potrawy. Jeśli ktoś nie lubi ostrych potraw, zawsze można papryczki delikatniej rozgnieść. Tajowie jadają bardzo ostro, więc walą tasakiem w stół z papryczkami z całej siły ;) Aż się nasionka rozpryskują na wszystkie strony. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

JAMAJKA: Kurczak a'la Jerk Chicken

Dlaczego tym razem zatytułowałam przepis w formie "a'la"? Bo za bardzo odbiega od oryginału. Jednak marynata jest niesamowita i chyba jako jedyna część przepisu nie zmodyfikowana. Jerk Chicken to niemal sztandarowe danie Jamajki, przygotowywane na specjalnym grillu. Co zatem zmieniłam? Najczęściej w przepisach można znaleźć udka lub całego kurczaka podzielonego na 8 części. Przez marudzenia Mauryca uległam i zgodziłam się na zwykłego fileta. Grill też teraz nie wchodzi w grę, bo choć śniegu nie ma, to jednak zimę mamy. Posłużyłam się więc patelnią grillową. Piekarnik też by się nieźle nadał. Ach, no i papryczki chili chyba za słabe użyłam. Oryginalnie używa się scotch bonnet pepers, które są niesamowicie ostre, dużo ostrzejsze niż jalapeño. Cóż, nie zawsze można wszystko dostać ;)

kurczak po jamajsku

Składniki:
  • 350 g kurczaka
  • 3 dymki
  • 3 super ostre papryczki chili
  • pół małej cytryny
  • 3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru wielkości kciuki
  • sok z 1 limonki
  • łyżeczka tymianku
  • łyżka zmielonego ziela angielskiego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki oleju lub oliwy
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • po łyżeczce: cynamonu, mielonej kolendry, pieprzu
Uwagi: Papryczki jak wspomniałam wyżej powinny być bardzo bardzo ostre. Ewentualnie dla większej ostrości dania można zostawić trochę nasionek. Kurczaka oczywiście można wykorzystać więcej. To tylko porcja na nas dwoje, jednak marynaty wyszło na tyle dużo, że na całego ptaka powinno wystarczyć. 







Cebulę, dymkę, papryczki, imbir i czosnek drobno posiekać. Wrzucić do miksera (lub wysokiego pojemnika, jeśli używamy blendera) i dodać resztę składników, poza kurczakiem oczywiście. Zmiksować bardzo dobrze na płynną miksturę. Włożyć kurczaka do miski i zalać marynatą, odstawić na conajmniej pół godziny. Im dłużej, tym lepiej. Najlepiej na całą noc (nie jestem dobra w planowaniu, więc pół godziny musiało wystarczyć. Rozgrzać patelnię grilową (lub piekawnik) i piec, aż mięso będzie gotowe. Starałam się zostawić jak najdłużej na patelni, żeby się lekko poprzypalało (jak na grillu), ale przez dużą ilość marynaty nie chciało się zwęglać :D 



Do takiego ostrego dania świetnie pasuje kokosowy ryż z czerwoną fasolą (w końcu fasola to nieodzowny element kuchni karaibskiej). Mięso jest bardzo aromatyczne, pikantne (choć przyznam, że mogłam zrobić ostrzejsze) a zarazem soczyste i delikatne w środku. Pyszności. Koniecznie będę musiała przetestować latem wersję z porządnego grilla na węglu drzewnym. 

niedziela, 2 lutego 2014

STANY ZJEDNOCZONE: Brownie z solonym karmelem

Pewne kombinacje smakowe, które z pozoru do siebie nie pasują, w rzeczywistości potrafią się okazać odkryciem na miarę nagrody Nobla. Takim przykładem mogą być na przykład trufle z gorzkiej czekolady z solą morską i oliwą z oliwek. Brzmi dziwnie, prawda? Wydawałoby się, że nie ma to sensu, a okazało się niesamowicie ciekawym smakiem. Innym, nieco mniej szokującym zestawieniem jest solony karmel. Choć swoje korzenie ma w tradycyjnych cukierkach z Bretanii i pierwszy raz zrobiony został, przez paryskiego cukiernika, to właśnie w USA bije rekordy popularności. Solony karmel jest w ostatnich latach super hip! Każdy portal, magazyn i szanujący się bloger kulinarny ma w swoich zasobach przepis z wykorzystaniem owego karmelu. Ja też nie mogłam się powstrzymać. Ze względu na ciężkość deseru już poprzez sam karmel, zamiast tradycyjnego brownie zrobiłam nieco lżejszą wersję, jednak nadal bardzo intensywnie czekoladowego ciasta.

ciasto czekoladowe, sos karmelowy, salted caramel

Składniki:

Ciasto:
  • 150 g cukru
  • 150 g mąki
  • 50 g kakao (lub jeszcze lepiej startej czekolady 70% lub ciemniejszej)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • płaska łyżeczka soli
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 125 ml letniego mleka
  • 80 ml oleju
  • 3 jajka
  • 100 ml mocnego espresso
Sos karmelowy (według przepisu z bloga BrownEyedBaker.com):
  • 200 g cukru
  • 85 g masła
  • 125 ml gęstej kremowej śmietanki
  • gruboziarnista sól morska
Uwagi: Każdy miłośnik czekolady i ciast ma zapewne sprawdzony i ulubiony przepis na brownie. Spokojnie można nim zastąpić mój przepis. Sos najlepiej przygotować wcześniej, bo potrezebuje troche czasu, żeby ostygnąć i zgęstnieć.




Suche składniki na ciasto mieszamy w dużej misce. Dodajemy mokre składniki (poza kawą) i miksujemy na jednolitą, gładką masę. Dodajemy espresso i dobrze mieszamy. Przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy około 30 minut w 180 stopniach C. Po upieczeniu pozostawiamy do ostygnięcia. Przekrajamy na dwie warstwy.




Cukier podgrzewamy w rondelku. Mieszamy lekko, aż cały cukier się rozpuści. Kiedy nabierze ciemnobursztynowej barwy dodajemy masło o temperaturze pokojowej i intensywnie mieszamy. Cukier zacznie bardzo mocno bulgotać. Kiedy całe masło się roztopi i połączy ze stopionym cukrem, zdejmujemy rondel z ognia i dodajemy śmietankę. Mieszamy, aż całość dobrze się połączy. Dodajemy 2-3 szczypty soli morskiej. Przelewamy do słoiczka i pozostawiamy, że karmel ostygł (wtedy też zgęstnieje). 



Ciasto przekładamy warstewką nieco zgęstniałego sosu karmelowego. Wierzch polewamy hojnie sosem i opruszamy jeszcze solą morską (im więcej soli w karmelu, tym smak robi się bardziej wyrazisty). 



Cudowny smak! Wraz z koleżanką nie mogłyśmy się oderwać i co chwilę dokrajałyśmy sobie po małym kawałeczku i polewałyśmy kolejnymi dawkami karmelu. Byłyśmy dość niecierpliwe, więc sos nie miał czasu dużo zgęstnieć. Następnego dnia, po wyjęciu słoiczka (właściwie to szklanki) sos był znacznie gęściejszy i nie spływał aż tak szybko z ciasta. Bez względu na gęstość kombinacja karmelu i soli jest niasamowita i bardzo uzależniająca. W smaku bardzo przypomina mi cukierki Werther's Original. 

środa, 22 stycznia 2014

TAJLANDIA: Panang curry z kurczakiem i orzeszkami ziemnymi

Do naszego wyjazdu do Tajlandii został już równy miesiąc. Można to już wyraźnie zauważyć. Stolik w salonie zasypały przewodniki po tym kraju, książka kucharska z tajskimi przepisami, na laptopie otwarta mapa Bangkoku i strony z tanimi noclegami. Żeby jeszcze bardziej wprowadzić się w tajskie klimaty, postanowiliśmy wypróbować dziś nowy przepis. Zdjęcie panang curry w książce nas uwiodło. Curry panang oryginalnie wywodzi się z Indonezji lub Malezji, ale przyjęło się świetnie w tajskiej kuchni.

kuchnia tajska

Składniki: 
  • 300 g filetu z kurczaka
  • czerwona cebula
  • 2 łyżki pasty curry panang
  • 250 ml mleczka kokosowego
  • 4 listki limonki kaffir*
  • 2 łyżki skoncentrowanego kremu kokosowego 
  • łyżka sosu rybnego
  • łyżka soku z limonki
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • 15 g tajskiej bazylii**
  • 80 g posiekanego ananasa
  • 80 g pokruszonych niesolonych orzeszków ziemnych
  • (opcjonalnie: parę małych ziemniaczków)***
Uwagi: Pasta curry panang jest znacznie łagodniejsza od innych tajskich past curry, więc lepiej nie zastępować jej czerwonym curry. 
* Listki limonki kaffir w Europie ciężko zdobyć. Ja najzwyczajniej pominęłam je w przepisie.
** Tajska bazylia zdechła mi i zasuszyła się na amen (mogłabym winić świąteczne zamieszanie i wizytę w Polsce, ale prawda jest taka, że po prostu zapomniałam jej podlać). Zamiast tego użyłam więc zwykłej bazylii. 
*** Ziemniaczków absolutnie nie było w przepisie i dodałam je tylko na pobożne życzenie Mauryca (trochę na wzór massaman curry). Danie jednak wyszło przez to cięższe i niesamowicie sycące. Ledwo mogliśmy skończyć. 



W woku lub głębokiej patelni rozgrzewamy olej na dużym ogniu. Podsmażamy na nim lekko posiekaną cebulę i pastę curry. Dodajemy mleczko i mieszamy dokładnie. Kiedy mleczko zacznie mocno bulgotać dodajemy kurczaka pokrojonego w kostkę (oraz listki limonki jeśli mamy). Zmniejszamy ogień i zostawiamy na około 10 minut. Następnie dodajemy sos rybny, sok z limonki, cukier i skoncentrowany krem kokosowy. Solidnie mieszamy i zostawiamy na pięć minut. Na koniec dorzucamy ananasa, posiekaną bazylię i orzeszki (można trochę zostawić do dekoracji). Mocno zamieszać i voila! Podajemy z ryżem i plasterkami świeżego ogórka. 
* Jeśli też zdecydowaliście się wykorzystać ziemniaczki, dodajemy je w tym samym czasie co kurczaka. 



Pyszne to curry. Idealna równowaga smaków. Orzeczki dodają chrupkości, a ananas słodkiej kwasowości. Pyszny, intensywny smak. Trzeba tylko uważać podczas gotowanie i nie pozwolić, żeby sos za bardzo zgęstniał. Mój mógłby być troszkę bardziej płynny, ale nie ma co narzekać. Smakował wciąż wybornie. 

niedziela, 19 stycznia 2014

MAGHREB: Cytrusowy kuskus z fenkułem i ciecierzycą

Zostajemy przy północno-afrykańskich klimatach. Nic tak nastroju nie poprawia w ponure dni, jak egzotyczne potrawy. Pamiętacie teścia popierającego moje kulinarne zapędy? Na urodziny sprezentował mi garnek do gotowania na parze! Odrazu pomyślałam, że wykorzystam go to przygotowania kuskusu. Ostatecznie wyglądem nie różni się tak bardzo od couscoussier. Strzał w dziesiątkę. 

Kuskus uwielbiam w każdej postaci. Mogłabym go jeść nawet i codziennie. Przypadł mi już do gustu z 15 lat temu, kiedy to rodzice zabrali mnie na wakacje do Tunezji. Pierwsze spotkanie z kuskusem i przepadłam. Jednak moja miłość do niego jeszcze bardziej się powiększyła parę lat temu, kiedy nauczyłam się porządnie go przygotowywać. Wcześniej nie wiedziałam, że zwyczajne zalanie go gorącą wodą i pozostawienie na parę minut nie jest właściwym sposobem. Nie powinno wogóle być sposobem. Nigdy! Jeśli broń Boże jeszcze tak robisz, przestań natychmiast! ;) Poniższy przepis jest ciekawą wariacją, ale nie przypisałabym go chyba do żadnego konkretnego kraju. Pochodzi natomiast z bloga The Kichen.com.

kuchnia maghrebu, danie z kuskusu

Składniki:
  • fenkuł
  • puszka ciecierzycy
  • kiszona cytryna*
  • garść oliwek bez pestek**
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry 
  • oliwa z oliwek
Kuskus:
  • 100g kuskusu
  • szklanka wody
  • 25g masła
  • sól
Uwagi: Jeśli przygotowujesz kuskus gotując na parze, użyj trochę mnie wody. Zajem kaszkę i zagnieć. Gdy w dolnym garnku woda zacznie wrzeć (lub jeszcze lepiej aromatyczny bulion) wyłóż kuskus do górnego garnka. Kiedy para zacznie przez warstwę kuskusu wyraźnie przenikać zdejmij górny garnek, dodaj część masła i dokładnie wymieszaj. Postaw spowrotem nad wrzątkiem. Powtórz całość jeszcze dwa razy.
* W przepisie był sok i skórka z cytryny (i pomarańczy), ale ja wykorzystałam kiszoną cytrynę, bo zostały mi dwie jeszcze z ostatniego zakupu. 
** Najlepsze byłyby oliwki kalmata, które osobiście uwielbiam. Niestety już mi się skończyły, a jeszcze miałam pyszne zielone oliwki kupione dzień wcześniej. 

fennel bulb


couscous, gotowanie na parze

Bulwę fenkułu kroimy na cząstki (na danie dla jednej osoby użyłam tylko pół bulwy) i podsmażamy  na rozgrzanej oliwie. Mieszamy od czasu do czasu, kiedy zaczną się karmelizować, żeby równomiernie się zrómieniły, ale nie przypaliły. Kiedy są już całkiem brązowe dodajemy odsączoną ciecierzycę, oliwki, ćwiartki cytryny (tudzież sok i skórkę) oraz kolendrę. Mieszamy dokładnie i pozostawiamy na średnim ogniu, żeby smaki dobrze się połączyły i przeszły sobą nawzajem. 

Kuskus przygotowywany w rondelku: W rondelku doprowadzamy lekko osoloną wodę do wrzątku. Stosujemy proporcje: szklanka wody na 100g kuskusu. Dodajemy kusksu, mieszamy i zmniejszamy płonień na bardzo mały. Po paru minutach dodajemy całe masło i energicznie mieszamy widelcem, żeby rozdzielić od siebie ziarenka. Gotowe! Serwujemy z przesmażonym fenkułem i ciecierzycą. 


couscous with fennel and chickpeas

Kuskus przygotowany w ten sposób jest nieposklejany, puszysty i pyszny. Gotowany na parze daje jeszcze lepszy efekt. Fenkuł z ciecierzycą natomiast cudownie przechodzą cytrusową nutą i smakują niewierygodnie! Dzięki tego typu daniom czasem wydaje mi się, że może i dałabym radę być wegetarianką. A potem przypominam sobie, że jednak za bardzo lubię mięso ;)


Przepis bierze udział w akcjach kulinarnych:

środa, 15 stycznia 2014

MAROKO: Tagine z kurczaka z oliwkami i kiszonymi cytrynami

Mój teść zawsze wspiera moje kulinarno-eksperymentalne zapędy, bo wie, że prędzej czy późnej na tym skorzysta. Na przykład, kiedy zaprosimy go na obiad, a ja zaserwuję jamajskiego Jerk Chicken, albo jakpońskie Teriyaki. W związku z tym, w tym roku na święta dostałam od niego... tagine! Już mi od jakiegoś czas chodził ten garnek po głowie. Prosty, klasyczny gliniany tagine. Nie glazurowany, bez żadnych dekoracji (poza uroczym ptaszkiem wyrytym na pokrywie). Wymoczyłam całą noc, wyszorowałam, wypiekłam wysmarowany oliwą z oliwek w piekarniku i w końcu był gotowy. Na pierwszy ogień poszedł najprostszy i najpopularniejszy: kurczak z kiszonymi cytrynami i oliwkami. 

Przepis prosty jak drut, ale ponoć idealny dla początkujących. Więc w sam raz. Dużo roboty przy nim nie ma (jeszcze lepiej, bo kto we własne urodziny chce się po łokcie urabiać w kuchni?? ;)) i dał mi wymówkę, żeby odwiedzić mój ulubiony bliskowschodni sklepik po oliwki i cytryny. Kocham to miejsce, bo mają doskonałej jakości składniki, najlepsze pesto bazyliowe jakie w życiu jadłam i przewspaniałą obsługę. Właściciel zawsze radośnie mnie wita i wypytuja jak się mam, jak rodzina w Polsce itd. Już sama wizyta w sklepiku i te wszystkie aromaty unoszące się tam, są wspaniałą inspiracją. Zatem do dzieła.

tajine, kuchnia marokańska, maghreb


Składniki:
  • 600g kurczaka (sięgnęłam po 4 nóżki i jeden pojedynczy filet)
  • oliwa z oliwek
  • duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • świeży imbir (około 25g)
  • pęczek kolendry 
  • 2 gałązki natki pietruszki
  • szczypta szafranu
  • 300 ml bulionu drobiowego
  • 100 g oliwek bez pestek
  • kiszona cytryna
Opcjonalnie*:
  • łyżeczka mielonego kuminu 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Uwagi: oliwki powinny być dobrej jakości, jędrne i odsączone. Zdaję sobie sprawę, że Polsce znacznie trudniej jest dostać kiszone cytryny. Warto poszukać w orientalnych sklepikach lub zrobić samemu. Ponoć nie jest to wcale trudne. Znalazłam ciekawy przepis na blogu "Chili, czosnek i oliwa". 
*Choć w przepisie nie było mowy o tych przyprawach, postanowiłam lekko podrasować danie nacierając nimi kurczaka przed podsmażeniem. 

kuchnia marokańska


tajine, kuchnia marokańska

pickled lemon

Warto pamiętać, że tagine należy stawiać na zimnym palniku (tudzież do nierozgrzanego piekarnika), bo jest on bardzo czuły na zmiany temperatur i w przeciwnym wypadku może pęknąć. Mam do niego też specjalną podstawkę na kuchenkę gazową, która rozprowadza równo temperaturę po całej podstawie i trzyma długo ciepło. W związku z tym trochę czasu minęło, zanim naczynie rozgrzało się na tyle, żeby przesmażyć w nim posiekaną cebulkę z czosnkiem. Na oliwie rzecz jasna. Kiedy już cebulka zacznie się rumienić (co też trochę potrwało), dodajemy posiekany świeży imbir, posiekaną kolendrę i pietruszkę oraz szafran. Filet z kurczaka kroimy na spore kawałki i razem z nóżkami nacieramy przyprawami. Wkładamy do naczynie kurczaka i obsmażamy ze każdej strony. Następnie dolewamy bulion, żeby zakrył wszystkie składniki (nóżki odrobinę wystawały, ale trudno). Na tym etapie dodałam pół cytryny pokrojonej w cienkie plasterki. Zakrywamy tagine pokrywką i pozostawiamy na wolnym ogniu. Mój gotował/dusił się około 1-1,5 godziny. Po odkryciu wydawał się trochę jak zupa, ale okazało się, że sosu było w sam raz i do tego był pyszny! Na około 10-15 minut przed końcem dodałam oliwki i resztę cytryny pokrojonej na cztery cząstki. 



Danie było przepyszne! Całość wspaniale przeszła wszystkim smakami i wyraźnie wyczuwało się cytrynę (ale nie było w żadnym wypadku kwaśnie). Kurczak był miękki, ale nie rozgotowany. Zgodnie uznaliśmy, że filet był lepszy niż nóżki, bo dokładniej przeszedł smakiem przypraw. Zresztą nigdy nie byliśmy wielkimi fanami nóżek. Podaliśmy z kuskusem perłowym i wznosiliśmy toasty za moje urodziny i to wspaniałe danie. Co to była za uczta... ;)



Przepis bierze udział w akcji kulinarnej:


piątek, 27 grudnia 2013

WIELKA BRYTANIA (Anglia): Egg Nog

- Potworku, boimy się Salmonelli? - pytam mimochodem.
- Co? O co chodzi? - Mauryc odpowiada zbity z tropu.
- A bo będę robić Egg nog, a to jest na bazie surowych jajek.
- To ja się boję!
- To zrobię wersję gotowaną...

Tak to włąśnie ustaliliśmy, że przygotujemy bezpieczniejszą wersję tego świątecznego klasyka. Przyznam, że nigdy wcześniej tegoż napitku nie próbowałam, więc powiedzcie sami... czy jest lepszy moment, niż spędzając święta za granica? Co prawda nie w kraju anglojęzycznym, gdzie Egg nog jest tak powszechny, jak u nas kompot z suszu, ale nie czepiajmy się szczegółów. 

holiday drinks, eggs
Składniki:
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki cukru
  • 2 szklanki mleka
  • łyżeczka esencji winiliowej
  • gałka muszkatołowa
  • rum
Uwagi: Napój można przygotować również bez gotowania, ale bezpieczeństwa nigdy za wiele. Można też bezalkoholowo, ale co to za atrakcja... niczym Kogel Mogel z mlekiem. Zamiast rumu można posłużyć się też brandy, whiskey, koniakiem. W wielu przepisach dodają też śmietankę, ale jakoś tak mi się skończyła. Poza tym po tych wszystkich świątecznych obiadach, można sobie trochę odpuścić dodatkową dawkę kalorii ;)




Jajka ubijamy na białą, gęstą masę. Mleko z cukrem i przyprawami doprowadzamy prawie do wrzenia (albo przynajmniej do 70 stopni C). Następnie powoli dodajemy mleko do masy jajecznej, cały czas mieszając (najłatwiej - mikserem). Kiedy całość już połączymy przelewamy spowrotem do rondelka i podgrzewamy na wolnym ogniu, mieszając. Nie chcemy tego zagotować, tylko podgrzać w dwóch celach: 
1) wykluczyć jakiekolwiek ryzyko zarażenia
2) mieszanka trochę zgęstnieje
Następnie schładzamy i dodajemy alkohol. Ponoć najlepiej smakuje, jeśli odstoi w lodówce całą noc, albo jeszcze lepiej 2-3 tygodnie... My aż tyle nie mieliśmy zamiaru czekać. 

christmas


- Gotowe! - wołam uradowana.
- Które dla mnie?? - Mauryc uradowany podbiega do stołu.
- Które chcesz - odpowiadam, po czym on sięga po większą szklankę ;)
- Pychaaaa! 
Cóż tu dużo mówić... dodałam całą resztkę rumu jaką mieliśmy (około 150 ml), więc wyszło całkiem mocne. Ale jeśli chodzi o święta, to nie ma nic lepszego niż porządny booze ;)


Te post bierze udział w akcji kulinarnej: