Świat na talerzu: TAJLANDIA: Massaman curry

sobota, 6 kwietnia 2013

TAJLANDIA: Massaman curry

Och, nasze ulubione danie! Pierwszy raz spróbowaliśmy go w maleńkiej tajskiej knajpce w Amsterdamie (którą teraz odwiedzamy, przy każdej możliwej okazji będąc w tym mieście) i z miejsca się w nim zakochaliśmy. Szybko odszukałam przepis i postawiłam sobie za punkt honoru odwzorować je jak najwierniej. Wychodzi pyszne za każdym razem. 


Składniki:
  • 300 g kurczaka
  • 200 g ziemniaków (najlepiej niedużych)
  • 5-10 szalotek (w zależności od wielkości)
  • 3 łyżki czerwonej pasty curry
  • 400 ml mleczka kokosowego
  • 200 ml śmietanki kokosowej (jeśli nie możecie kupić, użyjcie poprostu więcej więcej mleczka, najlepiej gęstego)
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 2 łyżki pasty z tamaryndowca*
  • kardamon**
  • cynamon
  • 2 łyżeczki cukru palmowego lub trzcinowego
  • 50 g orzeszków ziemnych lub nerkowca
Uwagi: Danie można zrobić też z innym mięsem, np. wołowiną, jagnięciną lub tofu dla wegetarian. Massaman curry, jak wskazuje zresztą nazwa, ma muzłumańskie pochodzenie, więc oficjalnie nie powinno używać się w nim wieprzowiny. 
* Jeśli macie problem z kupieniem pasty z tamaryndowca, w ostateczności można podratować się trochę sosem Worcestershire, którego tamaryndowiec jest ważnym składnikiem. Ja zrobiłam tak za pierwszym razem, zanim udało mi się pastę kupić i danie nadal było pyszne! Jednak mimo wszystko polecam zaopatrzyć się w tą pastę, bo nic jej tak naprawdę zastąpić nie jest w stanie.
** Oryginalnie powinno się używać ziaren kardamonu i uprażyć je na patelni oraz laski cynamonu. Ja jestem jednak z natury leniwym stworzeniem, więc idę na łatwiznę i używam tych sproszkowanych.



Zaczynamy czary: Pastę curry rozrabiamy z mleczkiem kokosowym w woku lub głębokiej patelni i gotujemy na średnim ogniu przez parę minut. Dadajemy kurczaka pokrojonego w kostkę i pozwalamy mu się dusić w sosie (bez przykrycia!) przez około 10 minut. Dodajemy śmietankę kokosową i zostawiamy na kolejne 10 minut na wolnym ogniu. Ziemniaki obieramy i jeśli są duże, kroimy na spore kawałki. Szalotki obieramy (ja dodatkowo przekrajam je na pół lub 4 części jeśli są duże). Dodajemy do curry pozostałe składniki i trzymamy na ognie, aż ziemniaki i mięso będą miękkie.



Curry podajemy najlepiej z ryżem. Ze względu na ziemniaki samo curry jest już bardzo sycące, więc ryżu naprawdę nie trzeba dużo. My lubimy z Maurycym dodać jeszcze pod koniec gotowania trochę warzywek  z tajskiej mieszanki, czyli poszatkowaną białą kapustę, zieloną paprykę, czerwoną cebulkę i papryczki chili (wsumie około 200-300 gram całej mieszanki warzyw). Proporcje jakie tu podałam z powodzeniem wystarczą dla 3-4 osób, albo 2 okrutnie wygłodniałych żarłoków ;)

14 komentarzy:

  1. ja muszę sie przyznac, ze Massaman Curry pochłaniam jak zupke...szkoda mi ryżu dodawać, przepyszne to jest:)

    Jutro Hummusa robię:)kupiłam juz wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pyszne jest pyszne... nie bez powodu trafił na pierwsze miejsce listy
      "Worlds 50 most delicious foods" ;)
      http://travel.cnn.com/explorations/eat/worlds-50-most-delicious-foods-067535?page=0,0

      Usuń
  2. Tajowie robią ten "błąd", że sypią do tego za dużo cukru, jak zresztą do większości dań. I nie wiem czemu ale jakoś w natłoku Tajskich dań po Massaman sięgam jedynie okazjonalnie. Pzdrawiam z Phuket i zapraszam na www.skokwbokblog.com.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że maając takie bogactwo tajskich dań na codzień, mogłabym mieć problem zdecydować się "co by tu dziś zjeść..." ;)
      Pozdrawiam i napewno odwiedzę bloga, szczególnie, że w lutym planuję wizytę w Tajlandii.

      Usuń
    2. Tajowie robiąc swoje potrawy popełniają błąd, ha ha ha... . Ale się uśmiałem ... .

      Usuń
  3. hej, widze, ze do massaman uzywamy tych samych produktow z ah :) pozdrowienia z rotterdamu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat z Jana Lindersa, bo mam bliżej :D Ale rzeczywiście te same ;)

      Usuń
  4. Słuchaj dziwnym trafem ostatnio robiłem z mleczka gęstego (800ml, bo nie miałem śmietanki) i wyszło mi tak czerwone jak u Ciebie (dałem 4 czubate łyżki, było niebotycznie ostre, ale pyszne), teraz zrobiłem z (800ml płynnego mleczka i 4.5 płaskich łyżkach) i wyszło mi strasznie jasne :/. Nie wiem co zrobić w sumie, żeby nie wyszło za mocne, ale też takie jasne, żeby nie zostało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do 600 ml mleczka daje 3 czubate lyzki, ale tez bardzo lubimy ostre curry. Mysle ze ostrosc w duzym stopniu zalezy od pasty, moze sprobuj jakiejs innej firmy? Ja tak mialam raz z zielonym curry... pasta z supermarketu byla swietna, ale jak sie pokusilam od taka ze sklepiku od "Chinczyka" to jedna lyzka juz byla tak ostra, ze ledwo moglam zjesc. Swoja droga, tez jesli sie dluzej gotuje, to curry bardziej gestnieje i kolor jest lekko ciemniejszy. Probuj, kombinuj i najlepiej daj znac jak poszlo ;)

      Usuń
  5. jeśli chodzi o pastę to używam tej
    http://sklepnazdrowie.pl/kuchnia-japoska/3328-pasta-curry-czerwona-400g.html

    No i właśnie dziwi mnie ten kolor, może właśnie chodzi o tą gęstość mleczka, że jest go wtedy mniej z zagęszczonego, nie wiem. Wyszło bardzo dobre, ale jasne i po prostu się zdziwiłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, może być kwestia ilości mleczka rzeczywiście. Śmietanka jest gęta, więc stężenie smaku jest mocniejsze, a zauważyłam, że jak za dużo mleczka dodałam kiedyś to też blade wyszło.

      Usuń
  6. A w jakim sklepie kupujesz ta śmietanę kokosowa? Mleko jest prawie w każdym ale śmietany jakoś nie zauważyłam, no może dlatego, że nie szukałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmietankę kupiłam w supermarkecie (AH), ale mieszkam w Holandii ;) Tutaj asortyment azjatyckich produktów jest na ogół znacznie większy niż w polskich sklepach. Ale też nie w każdym można śmietankę kokosową kupić. Czasem używam tylko mleczka (tyle że więcej) i też jest pycha

      Usuń