Świat na talerzu: Francja
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2016

FRANCJA: Pan Bagnat

Gorące niedzielne popołudnie. Ja z kotem leżymy plackiem na tarasie. Mauryc ogląda Tour de France. Zainspirowana upałem i komentarzami dochodzącymi z telewizora, postanowiłam przenieść nas na Lazurowe Wybrzeże.

Oryginał z warzywami, tuńczykiem i jajkiem, które tym razem pominęłam. Eze sur mar 2015
Pan Bagnat jest kanapką typową dla Nicei. W czasie zeszłorocznych wakacji mieliśmy okazję spróbować i był to najwspanialszy lunch jaki mogłam sobie w tym momencie wyobrazić. Niczym sałatka nicejska w chlebie.

Pan Bagna a la Justyna 2016
Składniki:
Duża solidna bułka. Mauryc zeżerł wcześniej ciabatte, więc posłużyłam się dużymi kromkami chleba campagnard.
Puszka tuńczyka
Pomidor
Papryka
Pół czerwonej cebuli
Parę ciemnych oliwek (użyłam moich ulubionych kalamata)
Kapary
4 łyżki oliwy z oliwek
Pół łyżki czerwonego octu winnego
Łyżeczka musztardy Dijon
Ząbek czosnku





Tuńczyka odsączamy. Pomidora, paprykę, cebulę i oliwki kroimy w paski i piórka. Oliwę, ocet, musztardę i przeciśnięty przez praskę czosnek mieszamy razem aż powstanie jednolity dressing. Kromki chleba smarujemy od wewnętrznych stron dressingiem. Układamy warzywa i tuńczyka. Składamy kanapkę w całość.



Smacznego!

wtorek, 23 września 2014

FRANCJA: Karczochy z dipem majonezowym

To warzywo intrygowało mniej już od dawna. Chyba od czasów, kiedy obejrzałam film "Julie and Julia". Jednym z pierwszych przepisów za jakie wzięła się Julie były właśnie karczochy. I od tego dnia nurtowało mnie pytanie... jak one właściwie smakują? Odpowiedź: przepysznie!

artichoke

Składniki:
  • karczoch
  • cytryna
  • 3-4 duże łyżki majonezu (jakiegoś łagodnego, najlepiej belgijskiego)
  • ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka musztardy
Uwagi: Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że nieszczególnie łądny ten karczoch. Takie jakieś poszarpane końcówki paru listków i poobijany... Dopiero potem się dowiedziałam, że to bez znaczenia bo zjada się tylko miąższ z samej końcówki listka, tuż przy nasadzie... oraz pozostałe serce karczocha ;)






Odcinamy łodygę karczocha i kilka listków z samego spodu, gdyż podobno są twarde. Spód rośliny skrapiamy sokiem z cytryny, żeby nie zciemniał. A ciemnieje bardzo szybko... sprawdziłam na odciętych kawałkach. W głębokim garnku zagotowujemy wodę i dodajemy wyciśnięty sok z całej cytryny. Warzywo wkładamy do gotującej się wody, tak żeby liście znalazły się pod wodą. Niestety moja połowica ukradłą mi głębszy garnek do innej potrawy i wierzch nieco wystawał. Nie miało to i tak znaczenia, bo końcówek się i tak nie je, a przez to, garnek był przykryty pokrywą i tak się w pare ugotowały. Zostawiamy do gotowanie przez 25-30 minut.

W między czasie mieszamy majonez z musztardą i wyciśniętym przez praskę czosnkiem. Przyznam, że uzyłam odrobinę więcej niż 1 łyżeczkę musztardy. Przez to dip był bardziej wyrazisty i obłednie pyszny. 




Ugotowanego karczocha wyciągamy na talerz i podajemy z dipem. Listki odrywamy od warzywa (wyrywają się bardzo łatwo), maczamy koniec w dipie i wygryzamy pyszności z końcówki listka. Po wyrwaniu wszystkich listków, możemy jeszcze okroić samo serce i spałaszować z resztką dipu... Słowem obłędna przekąska. 

Tyle zostało po naszej karczochowej uczcie ;)

wtorek, 27 maja 2014

FRANCJA: Quiche lorraine

Długo się do tego dania przymierzałam. Wszelkie jego wariacje są w Holandii niezwykle popularne, szczególnie na rodzinnych imprezach. Najczęściej jadałam jednak wersje warzywne lub serowe. W końcu postanowiłam spróbować własnych sił. Na pierwszy ogień poszedł najbardziej podstawowy, a zarazem klasyczny przepis. Quiche lorraine. W wersji mini ;)


Składniki:
  • ciasto (może być francuskie, ale ja wolę półkruche)
  • 100 g boczku
  • mała cebula
  • jajko
  • 100 ml śmietanki
  • sól
  • pieprz
  • gałka muszkatołowa
Uwagi: Moja wersja jest chyba najbardziej uproszczoną. Ciasto można oczywiście samemu zrobić, ale ja jak wiecie jestem leniwa. Według przepisu, którym się kierowałam powinno się zastosować płynną śmietankę. Inne źródła podają np. crème fraîche. 






Smarujemy masłem i opruszamy mąką formę. Ciasto rozwałkowujemy na odpowiedniej wielkości placek i wykładamy nim ową formę. Podpiekamy 10 minut w nagrzanym do 175 stopni piekarniku.
W międzyczasie podsmażamy na patelni pokrojony w wąskie paski boczek i cebulę. Lubię kiedy jest dobrze wysmażony, więc czekałam aż ładnie zbrązowieje. Wykładamy przesmażony boczek z cebulą na podpieczone ciasto. W miseczce rozbijamy jajko ze śmietaną i doprawiamy pieprzem oraz gałką muszkatołową. Z soli już zrezygnowałam, po tym jak zdałam sobie sprawę ile boczku mi wyszło. Boczek sam w sobie jest wystarczająco słony. Zalewamy mięso mieszanką jajeczno-śmietanową, tak, żeby nie przelało się przez brzegi ciasta. Pieczemy w piekarniku przez 25-30 minut. 



O rany Julek, jakie to pyszne wyszło! Kolejny dowód na to, że proste przepisy są najlepsze. Albo, że z boczkiem wszystko lepiej smakuje ;) Piekłam w małej foremce na 1-2 osoby zatem quiche wyszedł mocno nafaszerowany boczkiem. I przez to jaki pyszny! Teraz żałuję, że nie upiekłam większego, bo miałabym na jutro na lunch do pracy jak znalazł. 

piątek, 15 lutego 2013

FRANCJA: Zupa cebulowa

Choć nie mamy zwyczaju obchodzenia Walentynek, postanowiłam wczoraj przygotować na obiad coś specjalnie dla Maurycego. Zupa cebulowa jest jedną z jego ulubionych, mi natomiast smakuje tylko jeśli sama ją ugotuję. Musi być dobrze przyprawiona, inaczej wydaje mi się jakaś taka za słodka, wręcz mdła. Uwielbiam jednak ciągnący się, roztopiony żółty ser, który spoczywa sobie na dnie miseczki. I nieodzowna bagietka!


Składniki:
  • 4-5 dużych cebul
  • ząbek czosnku
  • litr bulionu (użyłam warzywnego)
  • listek laurowy
  • tymianek
  • pieprz
  • sól
  • olej/oliwa
Odstępstwa: A jakżeby inaczej, coś musiałam zmienić. Tymianku w naszym Kurniku jeszcze nikt nigdy nie uświadczył, więc pozwoliłam sobie zastąpić go wyhodowanym na balkonie, własnoręcznie zebranym i wysuszonym nad kuchennym stałem oregano. A co mi tam!


Cebule i czosnek obieramy, siekamy i podsmażamy na oleju/oliwie, aż się ładnie zrumieni. Ale tak solidnie zrumieni i nabierze słodkości. Dodajemy bulion (lub do bulionu, zależy gdzie cebulkę smażyliśmy...), liść laurowy, zioło i gotujemy na niewielkim ogniu przez pół godziny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.


Różne wersje słyszałam, żeby grzankę/ bagietkę z serem położyć na dnie miseczki i zalać zupą, lub żeby zupę serem posypać... Tak czy owak zawsze mi ten ser jakoś na dno opada i wyławiamy jego ciągnące się nitki na łyżce wraz z zupą. Bagietki nie zatapiam, bo mi taka po prostu nie smakuje, a jedynie maczamy ją w zupie. Mmmmm... Bon appétit!