Przyznaję się bez bicia, że uwielbiam hummus. Miałam mały dylemat, do jakiego państwa przypisać ten przepis, gdyż jest to raczej regionalny, niż narodowy dip. Choć w Izraelu zjada się ogromne ilości hummusu oraz kraj ten eksportuje mazidło na szeroką skalę, to jednak postawiłam na Liban, który toczy z Izraelem od lat wojnę o tytuł "ojca hummus". Wybór swój argumentuję faktem, że jest to danie kuchni arabskiej, a sama nazwa wywodzi się z języka arabskiego.
Składniki:
- 150 g ciecierzycy
- 3-4 łyżki tahini (pasta sezamowa)
- 2 ząbki czosnku
- sok z cytryny
- oliwa z oliwek
- kmin rzymski (ewentualnie)
Uwagi: oryginalnie ciecierzyca powinna być namoczony przez noc i ugotowana, ale ja z natury jestem bestią leniwą i idę na łatwiznę - używam ciecierzycy z puszki.
Ciecierzycę miksujemy z tahini, sokiem z cytryny i zmiażdżonym czosnkiem na gładką masę. Jeśli jest za gęsta dodajemy wedle uznania oliwę i może trochę więcej soku z cytryny. Dodatkowo można doprawić do smaku solą, mielonym kminem rzymskim, kolendrą. Osobiście lubię w moim hummusie odrobinę kolendry :) Przed podaniem polewamy jeszcze oliwą i nabieramy za pomocą kawałków podgrzanego chlebka pita.
Jak dla mnie to idealny lunch! Pyszny, zdrowy, sycący i przy tym niezwykle szybki i łatwy w przygotowaniu.